często myślę
[09.11.09/21:53]
że najwazniejszym jest móc wszystko powiedzieć, co się chce, co w głowie się miota. tak móc wypowiedzieć wszystko, postrzegam jako mega luksus, komfort i wogle.
tymczasem zauważam, że najważniejsze jednak jest to, jak i ile rzeczy umie się przemilczeć i czego nie powiedzieć. że to dopiero czyni nas w cudzych oczach silnymi.
a gadanie o tym co nam w duszach gra, czyni nas słabymi.
chyba, że to gadanie zapłącimy, to wtedy za kasę ktoś podejmie się coś z tym zrobić, obieca, że tego nie wykorzysta przeciw nam i obieca, że nie wykreuje opnii o nas jako o ludziach słabych.
to kosztuje dużo.
ale jeszcze więcej kosztuje opowiedzenie tego co dla nas ważne innym. koszt nie przelicza się w walucie, tylko w twarzy. tracimy swoją twarz, jesteśmy wobec słuchacza tak jakbysmy rozebrali się przed nim do rosołu. wtedy widzi nasz celulit, boczki, piegi, krostki, pieprzyki, znamiona, niedoskonałości anatomiczne i odarci z tajemnicy stajemy sie tak dosłowni, że nieatrakcyjni.
dlatego mówić nie warto. przemilczać za to owszem. polecam.
tymczasem zauważam, że najważniejsze jednak jest to, jak i ile rzeczy umie się przemilczeć i czego nie powiedzieć. że to dopiero czyni nas w cudzych oczach silnymi.
a gadanie o tym co nam w duszach gra, czyni nas słabymi.
chyba, że to gadanie zapłącimy, to wtedy za kasę ktoś podejmie się coś z tym zrobić, obieca, że tego nie wykorzysta przeciw nam i obieca, że nie wykreuje opnii o nas jako o ludziach słabych.
to kosztuje dużo.
ale jeszcze więcej kosztuje opowiedzenie tego co dla nas ważne innym. koszt nie przelicza się w walucie, tylko w twarzy. tracimy swoją twarz, jesteśmy wobec słuchacza tak jakbysmy rozebrali się przed nim do rosołu. wtedy widzi nasz celulit, boczki, piegi, krostki, pieprzyki, znamiona, niedoskonałości anatomiczne i odarci z tajemnicy stajemy sie tak dosłowni, że nieatrakcyjni.
dlatego mówić nie warto. przemilczać za to owszem. polecam.
O ISTOCIE EGZYSTENCJI W SKRÓCIE
Komentarze
oki - poczekamy ...
masz czas do jutra ;)jerr
kurde, jebus nie na mój łep:)hist, hmm różnie bywa powiem ci. jeśli opowiada mi coś ktoś, na kim mi zalezy, to doceniam, ale jak ktoś taki se, to się mu dziwię i nie bardzo mnie to jakoś tam wzrusza.
zatem, wiem co chciałabyś powiedzieć, może nie trafiam na osoby, które mnie doceniają.
hmmmm
metka
bo ja wziąłem pod lupę tytuł tego postu, i mi wyszło, że Ty ....za dużo myślisz ....
i stąd te rozterki chyba, nie ?
a tak na marginesie - szybki konkurs - rebus:
autorkategożblogawłasnośćtopora ...
any idea ?
o, właśnie
histe dobrze gada, polać jej :)mnie tam nic nie uwiera, jak się zwierzę osobie bliskiej i, będę się upierać przy tym pojęciu, odpowiedniej :) to miłe poczucie, że przed kimś nie musisz zgrywać luzaka. a jak poucza, to primo opierdalam (bo też nie znoszę), secundo wykreślam z listy słuchaczy zwierzeń i tyle. jeśli do tego wykorzysta później informacje, to niestety biorę na klatę jako konsekwencję wyboru obarczonego ryzykiem, bywa.
ale z drugiej strony
jak sie przed Tobą całkowicie otwiera ta druga strona, to widzisz słabość i umniejszasz człowieka? Bo dla mnie to ogromne wyróżnienie, oznaka zaufania i bliskości, obustronna...chyba co najwyzej
upowazniony, a nie zobligowany.. ;syks
nie wierze w odpowiedniośc osób. zawsze wobec róznych ludzi, w tym bliższych chcemy wydawać się lepsi. w chwilach słabości, kiedy płyniemy z żalami, to i bliskiej osobie wydajemy się słabsi i potem nas to uwiera. przynajmniej mnie.albo może nie jestem jakoś ze sobą zintegrowana, że mi przeszkadza, jak o sobie coś opowiem komus za dużo. może to w tym tkwi problem. w każdym razie uznałam, że lepiej trzymać wylewność na wodzy. stanowczo.bo potem taki ktoś nawet jak nie wykorzystuje, to czuje się zobligowany do pouczania a ja tego nie znoszę.
...
sykstus...no ale w sumie nigdy nie wiesz co i jak z kimś...więc i tak pozostaje lans i kreacja.I naprawdę jestem pełna podziwu dla mojego młodego, że on już to wie...i że przyjmuje...a ja jak ta dupa ciągle chciałam pod prąd, żeby udowodnić, że to jest nieprawda...żeby poza schematem być. durna ja.
Bo życiu też obowiązuje opakowanie i reklama. Inaczej źle się sprzedasz. Inaczej pójdziesz na śmietnik, jako coś, na co nie ma popytu.
chyba się zgorzkniałą kobietą staję;))
nie mysle zeby tak do konca bylo
trzeba tylko sobie dobrze ludzi wybierac - to jest cloutzn. takich ktorzy nie wykorzystaja swojej wiedzy przeciwko tobie,
tylko oczyw takich ludzi wystarczy miec 2 sztuki. na ogol nie wiecej
nie ma zadnej potrzeby odkrywania sie przed kazdym kto sie do ciebie usmiechnie..
...
met...no bystry. On doszedł do tego już, a ja dopiero;)ja bym się z tym zgodziła,
rzecz nie w kreacji, ale w tym, by jakąś cebulową łuskę na sobie jednak zostawić, bo to zdrowsze :)ax
no to widzisz jaki bystry synek:)marla, to dobry sposób tak kontrolowac się jednak w związku, bo utrata kontroli to jednak zawsze źle się kończy.
Dag, bo ja wiem czy smutne...
zblaz, sugestywna metafora z tym makijażem:)
ale nie chodzi o wiesz, taką machę non stop, udawanie. tylko świadomość tego, na co możan z kim se pozwolić:) czasem za dużo gadamy ludziom, którzy są na to nieprzygotowani:)i obraca się to przeciw nam.
ale wiesz
mnie to jednak bardziej interesuje czy sama siebie uważam za silną, a nie jak to wygląda dla reszty świata :) tzn. imidż mnie owszem interesuje, nie ma co się krygować, ale porzucam imidż jeśli na szali jest mój dobrostan, a zazwyczaj jest, jesli już chcę z kimś szczerze pogadać.no bo co - mam cierpieć w milczeniu dla etykietki twardziela? nie kalkuluje się :) i jakoś tak kojarzy mi się ze spaniem w makijażu itp.
Tak jest,
ale to takie smutne...Święta czy nie święta,
ale odkryłam niedawno, że prawda.dobrze gadasz
oj dobrze,nobla trzeba Ci daćtrudny temat poruszylas
przemilczam bardzo duzo.czasem się nie udaje i jest dramat, no rożnie się to konczy.czy czuję się silna dlatego, ze przemilczam? Nie dlatego. Przemilczam raczej, bo mam swiadomosc bezradnosci ludzi w wielu rzeczach i moich sprawach i czesto otwarcie się nic mi nie da.Silny jest chyba ten, kto nie tyle, ze przemilcza, tylko co naprawde umie sam sobie pomoc i te cala silę wykorzystuje konstruktywnie a nie przeciw sobie. Ja czasem sobie sama pomoc jeszcze nie umiem. I jeszcze się jakis czas temu przekonalam, ze z mojego punktu widzenia najzdrowszy zwiazek jaki mialam, choc zaledwie trwajacy kilka miesiecy to taki, w ktorym naprawde nie obnosilam się ze swoimi slabosciami, radzilam sobie sama ze sobą, bo nie chcialam go do tego mieszac.I to wcale nie przeszkadzalo w poczuciu bliskosci, bo blisko się czulam, czasem nawet bardzo....
otóż...do podobnych wniosków se z młodym moim doszliśmy.Dla niego: taki lajf
Dla mnie: no szkoda...
ale tak.