gdybym
[26.09.09/18:48]
nie była taka sentymentalna, to żyłoby mi się lepiej.
a ja nie
zamiast myśleć w przód, zawijam zawsze myśli w tył oraz popadam w tak zwaną zadumę, no i rzecz jasna mysląc o tym co było chciałabym, żeby to stało się znowu. chociaż w sumie to głupie i tak myśleć i tak chcieć.
no bo co ja bym robiła teraz na osiedlu Lumumby w Łodzi, pod stołówką pewnej wiosny?

miałabym 23 lata czy tyle co teraz?
a główny bohater miałby kręcone włosy i opadające jasne levisy a ja beznadziejne ogrodniczki? czy chciałaby nam się siedzieć w trawie tak samo i olewać wykłądy albo czytać Heinricha Bolla na egzamin z literatury niemieckiej?
czy chciałoby mi się?
a tamten okres, tamta wiosnę widzę jako czas bardzo szczęśliwy, którego szczęsliwość odczuwałąm tym intensywniej, im bardziej wiedziałam, że już w chwili, kiedy się dzieje, to się kończy a po iluś tam miesiącach, wyjazdach i zmianach nic nie będzie już takie samo.
i nie było.
Albo orłowska plaża początku tego lata.
.jpg)
czy chciałąbym wciąż nie spać, tylko latać nocą po lesie, moczyć dupę w mokrym piasku, pić do rana i udawać, że moje życie to ukwiecona łąka, nad którą nigdy ale to nigdy nie zbierają się chmury, nie tną komary i bzyczą uprzykrzone muchy?
a to był też okres, w którym czułam się prawie szczęsliwa.
wynika zatem z tego, że mogę być zadowolona co najmniej zawsze tylko w jakimś momencie oderwania a sama codzienność jest czymś, co nigdy nie wzbudzało mojego entuzjazmu i tym samym nigdy nie będzie mnie w stanie uszczęsliwic.
zastanawiam się, czy tylko ja tak mam, czy inni też miewają. i co mozna z tym zrobić?
byle nie ćwiczyć zen, bo miałąm okres, kiedy opiewałam w duszy zmywanie talerzy i zapału starczyło mi na 3 mycia najwyżej.
a może z czymś takim się człowiek rodzi, jak z genem otyłości albo chudości np. albo mutacjami komórek przeradzających się w raka.
i może powinnam na tej cesze, która jesttplusem ujemnym zarabiac?
wysmazyć podróż sentymentalną, za którą mi zapłacą?
tyle, że ja mam jeszcze chęć przezyć chociaż jeden albo dwa momenty, kiedy poczuję taką błogość jak w tych poprzednich.
no chyba, że uda mi się przeżyć coś tak, że nie będę mieć świadomości, że to się kończy już w momencie, kiedy się jeszcze dzieje..
a ja nie
zamiast myśleć w przód, zawijam zawsze myśli w tył oraz popadam w tak zwaną zadumę, no i rzecz jasna mysląc o tym co było chciałabym, żeby to stało się znowu. chociaż w sumie to głupie i tak myśleć i tak chcieć.
no bo co ja bym robiła teraz na osiedlu Lumumby w Łodzi, pod stołówką pewnej wiosny?

miałabym 23 lata czy tyle co teraz?
a główny bohater miałby kręcone włosy i opadające jasne levisy a ja beznadziejne ogrodniczki? czy chciałaby nam się siedzieć w trawie tak samo i olewać wykłądy albo czytać Heinricha Bolla na egzamin z literatury niemieckiej?
czy chciałoby mi się?
a tamten okres, tamta wiosnę widzę jako czas bardzo szczęśliwy, którego szczęsliwość odczuwałąm tym intensywniej, im bardziej wiedziałam, że już w chwili, kiedy się dzieje, to się kończy a po iluś tam miesiącach, wyjazdach i zmianach nic nie będzie już takie samo.
i nie było.
Albo orłowska plaża początku tego lata.
.jpg)
czy chciałąbym wciąż nie spać, tylko latać nocą po lesie, moczyć dupę w mokrym piasku, pić do rana i udawać, że moje życie to ukwiecona łąka, nad którą nigdy ale to nigdy nie zbierają się chmury, nie tną komary i bzyczą uprzykrzone muchy?
a to był też okres, w którym czułam się prawie szczęsliwa.
wynika zatem z tego, że mogę być zadowolona co najmniej zawsze tylko w jakimś momencie oderwania a sama codzienność jest czymś, co nigdy nie wzbudzało mojego entuzjazmu i tym samym nigdy nie będzie mnie w stanie uszczęsliwic.
zastanawiam się, czy tylko ja tak mam, czy inni też miewają. i co mozna z tym zrobić?
byle nie ćwiczyć zen, bo miałąm okres, kiedy opiewałam w duszy zmywanie talerzy i zapału starczyło mi na 3 mycia najwyżej.
a może z czymś takim się człowiek rodzi, jak z genem otyłości albo chudości np. albo mutacjami komórek przeradzających się w raka.
i może powinnam na tej cesze, która jesttplusem ujemnym zarabiac?
wysmazyć podróż sentymentalną, za którą mi zapłacą?
tyle, że ja mam jeszcze chęć przezyć chociaż jeden albo dwa momenty, kiedy poczuję taką błogość jak w tych poprzednich.
no chyba, że uda mi się przeżyć coś tak, że nie będę mieć świadomości, że to się kończy już w momencie, kiedy się jeszcze dzieje..
O ISTOCIE EGZYSTENCJI W SKRÓCIE
Komentarze
a ja napisalem
'NP. zakochanie'e, mi się zdaje,
że sentymenty to takie łaskotanie miłe, ale nie piórkiem flaminga po gardle, tylko po skórze, i jak go nie ma - tego łaskotania - to też da się żyć.Szukamy sobie poza codziennością zdarzeń, do ktorych chcemy wracać, jak do tego łaskotania. Nie widzę w tym niczego złego.
Życzmy sobie ich nawzajem :)
aleśz
ja nie miałam na myśli zakuchania, tylko poczucie szczęscia, zadowolenia, take tam perdoły:)plazm, lepiej tego bym nie ujęła:)
oesu.
muszę wyparować, to spróbuję skumać.plz, wyjasnienie
zrozumiane)...
kochać, to może i można...jakoś...ale być zakochanym na pewno nie.syks,
ale kto? mi chodzi o to, ze szczescie wynika z niewiedzy nt przyszlosci, a pewne doswiadczenia ucza nas ta przyszlosc przewidywac , tylenie plz
ona nie jest cieleco naiwnamoze i to gen taki
a tu nie da sie byc np. zakochanym przez zycie cale
a moze i sie da.. ?
ha
jakze Cie rozumiem i tez nie znam recepty, a te przezycia sa mozliwe tylko w okresie cielecej naiwnosci, tak mysle...
met...smaż i niech ci płacą!sentyment nas gubi
ot co.i ci powiem ze inni tez tak maja. no przynajmniej ja, bo codziennosc mego entuzjazmu rowniez nie budzi