nie mam pomysłu
[15.10.09/21:59]
na siebie, za 10 lat albo za 20 lat.
nie mam obmyslonego patentu na przetrwanie w dobrej kondycji psychicznej na ten czas za ileś tam lat. wcale nie tak dużo.
czas się niemożebnie kurczy.
w jakimś momencie życia wydaje się, że TAK będzie wiecznie, jak jest, że można bezkarnie przepierdalać godziny, dni, miesiące. a po jakimś czasie, mniej więcej od 35 roku nagle wszystko gwałtownie przyśpiesza.
chadzam sobie tu i tam, gadam z róznymi ludźmi, dziś byłam na planie teledysku zespołu, który tryumfy święcił 20 lat temu;] była na nim modelka, która też te tryumfy miała 20 lat temu, ale nie tylko oni, to jest norma. ktoś ma 40 lat i ze wszystkich sił próbuje udowodnić, że jest młodszy, że nie odstaje, że daje radę, że jest wciąz ten sam atrkacyjny. a tu pani z botoksem, pan z przeszczepem włosów, itd, wszyscy oczywiście szczupli, zadbani, modni, na fali.
też się tak staram, ale co będzie za lat 10 czy 20. nie każdy może być Grażyną Wolszczak i wyglądać pięknie w wieku 50 lat, nie każdy ma szczęscie wyglądać lepiej w wieku dojrzałym niż w wieku młodzieńczym. nawet jeśli mam takie szczęście, nie jest to do końca moja zasługa, a pomysłu na siebie za dekadę nie mam i nie mam i mnie to deprymuje, że nie powiem wkurwia.
nie zrobię se covera włąsnego przeboju sprzed lat. nie wezmę Jesusa, bo nie jestem Madonną.
nie będę już ubierać się w zarze młodzieżowej i nosić conversów, bo nie jestem Rodowicz.
no sama nie wiem. ale jakoś to mnie przygnębia, to całe mijanie i brak umiejscowienia się w nim.
wiem tylko, że bardzo chciałąbym poczuć, jak to jest być szczęsliwym
czy na to trzeba se zasłużyć czy to po prostu się zdarza?
a szczęscie to dla mnie adoracja, akceptacja i zachwyt, czyli wychodzi, że jednak musi być zasługa. czyli dupa z tego będzie.
ale moja prze zajebista intuicja podpowiada mi, że ja nie mogę tak odejść z tego świata nie zaznawszy tego poczucia, taka jakaś nieszczęlśliwa i z dupy strony. musi nastapić jakiś moment pełni.
że se stanę na raz i ani zmarchy mi będą straszne, ani metryka, ani kariera taka czy siaka, ani konto takie czy owakie, ale tak ogólnie se stanę i powiem, czuję, że to jest to.
ostatnio gadałam z takim artystą, spiewa piosenki, nagrywa płyty, koncertuje, pochodzi z mojego miasteczka, znaliśmy się w szkole.
i on powiedział, że czuje się spełniony i szczęśliwy i że to jest niemodne, ale on tak się czuje.
i zazrościłam mu.
ta sama żona od lat, dzieci, jakieś parcie na swoje klimaty. pamiętam go takim własnie, sfokusowany na swój cel.
a jak se powiem, że moim celem jest spełnienie, to będzie to roszczeniowe? życzeniowe? pierdołowate jak czekanie na księciów?
nie no, praca jest cięzka, zwłaszcza, kiedy dla kogoś, jak dla mnie, każda czynność urasta do miana heroizmu. to ja z taką pracą nie wiem czy się do tej 50 tki wyrobię i zdołam stac się atrakcyjną ;]
nie mam obmyslonego patentu na przetrwanie w dobrej kondycji psychicznej na ten czas za ileś tam lat. wcale nie tak dużo.
czas się niemożebnie kurczy.
w jakimś momencie życia wydaje się, że TAK będzie wiecznie, jak jest, że można bezkarnie przepierdalać godziny, dni, miesiące. a po jakimś czasie, mniej więcej od 35 roku nagle wszystko gwałtownie przyśpiesza.
chadzam sobie tu i tam, gadam z róznymi ludźmi, dziś byłam na planie teledysku zespołu, który tryumfy święcił 20 lat temu;] była na nim modelka, która też te tryumfy miała 20 lat temu, ale nie tylko oni, to jest norma. ktoś ma 40 lat i ze wszystkich sił próbuje udowodnić, że jest młodszy, że nie odstaje, że daje radę, że jest wciąz ten sam atrkacyjny. a tu pani z botoksem, pan z przeszczepem włosów, itd, wszyscy oczywiście szczupli, zadbani, modni, na fali.
też się tak staram, ale co będzie za lat 10 czy 20. nie każdy może być Grażyną Wolszczak i wyglądać pięknie w wieku 50 lat, nie każdy ma szczęscie wyglądać lepiej w wieku dojrzałym niż w wieku młodzieńczym. nawet jeśli mam takie szczęście, nie jest to do końca moja zasługa, a pomysłu na siebie za dekadę nie mam i nie mam i mnie to deprymuje, że nie powiem wkurwia.
nie zrobię se covera włąsnego przeboju sprzed lat. nie wezmę Jesusa, bo nie jestem Madonną.
nie będę już ubierać się w zarze młodzieżowej i nosić conversów, bo nie jestem Rodowicz.
no sama nie wiem. ale jakoś to mnie przygnębia, to całe mijanie i brak umiejscowienia się w nim.
wiem tylko, że bardzo chciałąbym poczuć, jak to jest być szczęsliwym
czy na to trzeba se zasłużyć czy to po prostu się zdarza?
a szczęscie to dla mnie adoracja, akceptacja i zachwyt, czyli wychodzi, że jednak musi być zasługa. czyli dupa z tego będzie.
ale moja prze zajebista intuicja podpowiada mi, że ja nie mogę tak odejść z tego świata nie zaznawszy tego poczucia, taka jakaś nieszczęlśliwa i z dupy strony. musi nastapić jakiś moment pełni.
że se stanę na raz i ani zmarchy mi będą straszne, ani metryka, ani kariera taka czy siaka, ani konto takie czy owakie, ale tak ogólnie se stanę i powiem, czuję, że to jest to.
ostatnio gadałam z takim artystą, spiewa piosenki, nagrywa płyty, koncertuje, pochodzi z mojego miasteczka, znaliśmy się w szkole.
i on powiedział, że czuje się spełniony i szczęśliwy i że to jest niemodne, ale on tak się czuje.
i zazrościłam mu.
ta sama żona od lat, dzieci, jakieś parcie na swoje klimaty. pamiętam go takim własnie, sfokusowany na swój cel.
a jak se powiem, że moim celem jest spełnienie, to będzie to roszczeniowe? życzeniowe? pierdołowate jak czekanie na księciów?
nie no, praca jest cięzka, zwłaszcza, kiedy dla kogoś, jak dla mnie, każda czynność urasta do miana heroizmu. to ja z taką pracą nie wiem czy się do tej 50 tki wyrobię i zdołam stac się atrakcyjną ;]
O ISTOCIE EGZYSTENCJI W SKRÓCIE
Komentarze
ax
kurdele, nie jesteś odsobniona, ale czy to pocieszające?:) wątpięax
kurdele, nie jesteś odsobniona, ale czy to pocieszające?:) wątpię...
wiesz co met...doszłam do wniosku, że nie mam koncepcji siebie nawet tej za rok. I sie przestraszyłam.udało Ci się
nie powiem, że tu było miło, bo nie byłosorry za "irytujące są te wykrzyknienia, patetyczne zapytania pt. a nie widzisz?? a nie pomyślałaś??!! a bla bla"
KTOŚ tu na broszce miał rację, że szczęśliwi irytują nieszczęśliwych ( "że reszta pań już jej nienawidzi tak z góry, za to, że ma niemożliwe.")
Nie przejmuj się - dalszy ciąg tego cytatu też jest prawdziwy.
Pa!
jeju rybcia
zapewne i masz rację, ale ten ton, to pouczanie, brrr, nie cierpię tego. no kariery terapeuty to byś raczej nie zrobiła;]irytujące są te wykrzyknienia, patetyczne zapytania pt. a nie widzisz?? a nie pomyślałaś??!! a bla bla???
tak, własnie, nei widzę i nie pomyślałam i mam to co mam;]
zblazi, cnie:)
ale masz rację, wystarczy skupić się na czyms konstruktywnym dla siebie i reszta przychodzi sama, zawsze tak jest, samej tez zdarza mi się tego doświadczyć:) całe szczęscie, ino że za rzadko, za rzadko się zdarza i za krótkie są to chwile.
marla, a toć ja nie wiem o tym:) wiem
martolina, my se będziemy nosić trampki do 80 tki:) a co
adoracja, akceptacja i zachwyt,
a może w tym problem, że nie akceptujesz samej siebie?! Takiej jaką jesteś - bez pomysłu na kolejne ...-siąt lat,nie poświęcająca się do końca,Met a nie Wolszczak,bez szans na "covera włąsnego przeboju sprzed lat"?!Może nie dostrzegasz siebie szczęśliwej?!Nie cieszysz się tym co osiągnęłaś, co masz, kim jesteś, co jest Ci dane przeżywać, wczoraj, dzisiaj, teraz?! A to przecież "rzeczywistość obejrzana nie z piedestału natchnienia."
Plazma mówi Ci "trawa sąsiada zawsze zieleńsza ", "pomyśl, ilu ludzi patrzy na Ciebie z takim samym podziwem, jak Ty na innych." - proste i bardzo prawdziwe.
Może wystarczy adorować życie, akceptować siebie i wtedy zachwycać się szczęściem jakie masz w sobie...
( będę szczęśliwa, jeżeli tym razem nie wbijesz mi szpileczki;-))
ja tam nie wiem jaka jest zasada obowiązująca
co do kwestii zasługiwania na szczęście vs. jego zdarzania się, ale mi się chyba jednak zdarzyło. no tak.. wyszło jakoś.ale ja miałam małe wymagania - przestać mieć depresyjne jazdy na własny temat, wynikające z poczucia bezproduktywności, co dało się dośc prosto osiągnąć, zaczynając robić ze sobą coś konstruktywnego. potem już zaczęły się fajne rzeczy dziać same z siebie :]
bo spełnienie życiowe oraz plany dziesięcio- i dwudziestoletnie to jakiś kosmos i nie moja bajka. w tym zakresie przyznałam se prawo do niewiedzy i braku planu. i mi służy jak dotąd.
a czy na dłuższą metę, to się okaże za czas jakiś - zobaczymy czy wtedy też będę taka hej do przodu i zen, co nie :>
no met
na opak, wybierasz najprostsza droge do bycia nieszczesliwa a nie do szczescia;) i pewnie w gruncie rzeczy wiesz, ze zachwyt ci szczescia nie da na dluzsza met(e), co najwyzej uszczesliwi na moment, ale mozna zaznawac szczescia nie bedac szczesliwym co nie?plazmi, madre to co mowisz
i met, mysle, ze plan 20-letni nie jest porzebny. Zreszta jak masz plan, to na pewno cos sie zjebie... spojrz na Tulie i rybcie, moze to faktycznie tak jest, ze wtedy po prostu sie bardzie luzacko podchodzi do zycia, wiesz, ze czas biegnie, nie ma co sie spinac, bo sie nie da zatrzymac, zmienic, wiec po prostu zyjesz?i pasowalaby mi to, tyle ze... znam takie 50-60, co wcale nie sa tak pozytywnie nastawione do zycia, jak nasze broszkowe... i zastanawiam sie, dlczego. Ale te ktore znam i nie sa, to chyba te, ktore przez cale zycie nie zyly dla siebie, teraz nie wiedza jak sie zajac soba. Ot co. A ty raczej do nich nie nalezysz, wiec ten - glowa do gory.
Kiedy nie wypada nosic juz trampek ? ;))) bo chcialam sobie kupic, bo moje ulubione musialam wyrzcucic
a swoja droga, czy to ta pogoda stwarza poczucie, ze sie jest starszym, bo osttanio tez mna cos tracilo... grrrrrrrrr
a w ogole to bardzo mi sie podobal ten wpis
plazmisowo
ja uważam,że powinnas pisać poradniki, ja będę twoim wydawcą i zbijemy na tym kasę:)a swoją drogą popacz, jakie my mądre wogle jesteśmy i co nam z tego, jak w srodku i tak ans gryzie:)
ja już nie raz mówiłam, że wolałabym być głupia, bo do głupiego nie dociera, że jest głupi a do mnie dociera;[
marla
kurde, odkryłaś mą tajemnicę:) serio. aż mi głupio. ale tak własnie, jakoś bezsensownie uzalezniam dobre sampoczucie od tego co powiedzą na mój temat inni. nie cierpię tego;]syksi, a to pocieszające wobec tego, że nie jestem odosobniona.
rybciu, bardzo miło, że wpadłaś. Antonego de Mello czytywałam z zachwytem w liceum;] i jakoś tak teraz do mnie już nie przemawia. nie trafia do mnie nawiedzony tekst. trafia do mnie rzeczywistość obejrzana nie z piedestału natchnienia.
tulka i tka trzymaj
yam, to by trzeba wiesz, jakąs alkoholową rozkminę zapodać w tym temacie:)
trawa sąsiada zawsze zieleńsza
zauważyłam wczoraj, że moje życie na zewnątrz wygląda o wiele lepiej niż od środka - i może to jest ten myk - za dużo czasu spędzamy na rozmyślaniu nad środkiem, za mało nad ewaluacją zewnętrznąpomyśl, ilu ludzi patrzy na Ciebie z takim samym podziwem, jak Ty na innych, ilu jest niepewnych nie kolejnych 10 lat, ale jutra
a Ty jutro masz pod kontrolą, to co co będzie za X lat to zagadka z jednaj strony, ale z drugiej, jest to wynik tego co zrobisz dziś i jutro
skupiajmy się na małych krokach i pielęgnujmy marzenia, stara, to naprawdę nie jest głupie podejście
jesli cie to
pocieszy, to ja tez pomysla na siebie nie mam.i mysle, ze my nie pierwsze i nie ostatnie
ja tam jestem atrakcyjna,
...i szczęśliwa, mówcie co chcecie:)zaglądam nieco niepewnie...:-}
mam nadzieję, że nie odbierzesz mojego wejścia tutaj, do Ciebie, za nadużycie?!jestem Was po prostu ciekawa ;-)
Spodobały mi się Twoje dzisiejsze-wczorajsze rozmyślania
Oczywiście nie zamierzam udzielać Ci rad ( jestem od tego bardzo daleka ) . Pamiętam, że chyba właśnie w Twoim odczuciu mam "dwuznaczną moralność"...;-
Ale mam właśnie 50 lat. Jestem bardzo szczęśliwa. Mam gdzieś zmarszczki i tym podobne problemy. Lubię ludzi.
Może spodobają Ci się słowa Anthony deMello :
"Nie potrafimy zrozumieć różnicy między informacją, a świadomością.
Zwolnij tempo i smakuj, wąchaj, dotykaj i słuchaj. Pozwól swym zmysłom powrócić do życia.
Szczęście nie jest czymś co możesz nabyć, miłość nie jest czymś co możesz wyprodukować, miłość nie jest czymś co możesz posiadać. Miłość jest czymś co może cię posiąść. "
Dobrej nocy i dobrego dnia!
ej
"a szczęscie to dla mnie adoracja, akceptacja i zachwyt, czyli wychodzi, że jednak musi być zasługa. czyli dupa z tego będzie" ze się Tobą mają zachwycac i wtedy bedziesz szczesliwa?;)a że ja same
negatywy zapodaję?tragedia
i/ pańcią można być
j/ żmiją teżk/ o małpie bym zapomniała, małpa jest inna niż żmija
no takie różne, ile literek w wordzie
...
galka...dawaj kolejne litery alfabetu, bo nie ma w czym wybieraćMeti,
zasmarkajmy se solidarnie klawy siosrto od literek od a do gie.(przepraszam, że dzisiaj tak bredzę ;)
eno, tak se piszę,
bo mam etap nudzenia, i fuja jesiennego na wokół, to dlatego.a poświęcić czemus na maxa? też chyba nie umiem
...
ja bym chyba chciała być pogodna, miła i mądra i spokojna...ale po cholerę, to nie wiem...i nie wiem, czy to nie zakrawałoby na bycie siłaczką....dla, dla, dla!nie.
o coś innego mi chodzi...
nieomal
nikt nie ma pomyslu za 10 - 20W og nikt nie wie co wtedy bedzie
ale - bywa - ze sie wciaz marzy, ze sie spelni..
Jakos mam podobnie ;
gal
a ja mam to wszystko;]idę się załamac:D
nic mi się nie podoba
.galu
ale jak do tego tak podejśc jak proponujesz, to wszystko, każdy model zachowań może być kwestią wmówienia. ja się nie fokusuję na karierze, bo tak naprawdę nie umiem poświęcić się niczemu tak do końca. a ci ,którzy nie umieją robic czegoś połowicznie, nawet jeśli nie mają wszystkiego, bo mieć nie mogą, to czują się własnie spełnieni, bo na czymś tam się skupili, coś z siebie na maksa dali. i to może jest odpowiedź.a ja nie umiem tak. obojętnie czy to bedzie kariera, czy dom, czy ktoś tam.
no to wyliczmy:
a/ mozna być płaczkąb/ marudą
c/ histeryczką
d/ siłaczką
e/ mondralińską
f/ złośnicą
g/ męczennicą
mniej więcej...
...
gali...może i nie jesteśmy...w sumie nie wiem..., ale jakos trzeba siebie choćby dla tych innych zapodać.pomysł na siebie...
hm, nie jesteśmy dla siebie chyba....
a może to po prostu kwestia dorobienia sobie jakiejś ideologii...też się nad tym zastanawiam, też patentu na potem nie mam...i nie wierzę, że sie starzeję...znaczy się co?...niepogodzona z tym, że to nastąpi jestem, czy to tak własnie być musi...ten brak poczucia przemijania, przy jednoczesnym poczuciu uciekającego czasu...a wiesz co ja sobie ostatnio pomyślałam?
że praca nie jest nam do niczego potrzebna. Wmówilismy sobie, że tam to spełnienie i wogle wszystko. A to przymus jest opakowany w 'samospelnienie' 'estymę' 'karierę' i tyle.A po cholerę nam kariera? I ta spina?