sprzątanie świata
[29.12.09/00:07]rczej na pewno jest tak, jak zakomciowała lila, że najfajniejsze są początki.
naprawdę fajniej rozkładać pierdolety na nowych pólkach niż zgarniac je ze starych.
a ja póki co, co mogłam, rozłożyłam, reszta czeka w pudłach, oraz skrzętnie sprzątam ze starych półek, wciąż i wciąż, bo wiele się tego nazbierało.
jakby się unicestwiało jakąs część siebie, trochę zapomnianą, zakurzoną, historyczną. i ponieważ nie ma czasu na te rzeczy, nie ma nie miejsca w drogim warszawskim metrażu, to się je usuwa z życia i wynika i że jakby od nowa sie to życie zaczyna.
są zwolennicy gromadzenia rzeczy, które świadczą o ich życiu
i są zwolennicy oczyszczania atmosfery z przedmiotów.
dziś trudno jest tę granicę utrzymać sensownie jakoś.
bo
rzeczy mamy nadmiar, zalewają nas, są łatwo dostępne, a co za tym idzie, bezwartościowe
ale z drugiej strony butki dziecka, kiedy miało roczek, czy pierwszy rysunek, albo zdjęcia, kiedyś wywoływane a nie jak dziś tylko na dyskach
nie no
nie jest to fajna czynność, takie sprząTANIE. zostaje nadzieja, że więcej się już tak zycia nie zasmieci...
czy aby na pewno?
to było epitafium na kilkanaście wielkich worków, w których wylądowały rzeczy wśród których żyłam kilkanaście lat...
O ISTOCIE EGZYSTENCJI W SKRÓCIE
Komentarze
Mogę pogrzebać w twoich śmieciach? :D
Nie umiem wyrzucać, przeprowadzam się ze wszystkim. Ale ja mam w sumie mało rzeczy. Jeszcze 3 lata temu cały mój dobytek mieścił się w 4 reklamówkach.Chociaż w sumie, tak se myślę, że to wcale nie jest istotne co się ma i ile, tylko z jakiego powodu się to przenosi. Powiem wprost, w ogóle ci nie zazdroszczę, ale też i nie współczuje. Bo podczytując tego oto blogaska widzę, że idzie ku lepszemu. Tak globalnie. Spięłaś się, urosły ci jaja, masz super fryzurę, jesteś samodzielna i mniej znudzona. Nie chce być pompatyczna, ale jak na mój gust, to zaliczasz przebudzenie. Spodziewałabyś się po sobie takiej siły jeszcze 2-3 lata temu?
Ja ci z boku kibicuje, zupełnie bezinteresownie.
sprzątanie jest fajne
robie się miejsce dla Nowegoobrazek
zostawiłamrzeczy tez
sa swiadkami zycia.ale bez przesady.
natomiast 1szy rysunek dziecka naturalkie sie zostawia
Ale
ludzie odchodzą jednak i pozostają rzeczy, które właśnie ich przypominają...a mi się zdaje, że
to nie rzeczy są świadkami naszego życia, ale ludzie.więc kwestia zostaje otwarta
kotwiczyć sie za pomocą rzeczy czy nie?nie umiem sobie
wyobrazic zycia gdzies kilkanascie lat - mieszkam juz w 7ym mieszkaniu z Di, ale też mam zawsze masę pierdół, których bez żalu się pozbywam - i efekt jest taki, że nie mam pamiątekhm
ja nie gromadzę żadnych pamiątek chyba. nie wiem, czy to dobrze; czasem myslę, że kiedyś obudzę się stara i sklerotyczna w pustej przestrzeni typu zen i nie będę miała żadnej kotwicy z przeszłością.kurcze
wlasnie mi uswiadomilas, ze ja mam raczej problem z ta granica. co zbierac i gromadzic, a co nie.zyjac caly czas na walizkach powinnam tego pilnowac, a sie okazuje, ze mam pelno roznych pamiatkowych bambetli, niby nieprzydatnych, a jednak sentyment jest.
ze nie wspomne ile tego w moim rodzinnym pokoju...
Póki
co przeprowadzałam się zawsze na jakieś większe powierzchnie i nie musiałam takich cięć robić z konieczności, ale zdarzało się, że wywalałam, żeby się od czegoś , czy kogoś odciąć. Potem żałowałam, ale śmieciary dawno już wywiozły zmaterializowane wspomnienia...