uważam, że
[29.10.09/19:15]
moje życie nie jest na tyle ciekawe, żeby wypisywać codziennie o tym wpisy na blogasku.
chociaż kiedyś miałam taką fazę, niepowiem.
każde wstanie z łózka objawiało mi się na kształt cudu;]
ale minął czas i doszłam do wniosku, że jak cos zaobserwuję i dokonam tak zwanego uogołnienia, to wtedy ewentualnie. wpis zrobię.
chociaz tak nie do końca jest, że jest nudno. bo wczoraj robiłam wywiad z Paullą a dziś z Budką Suflera. Dwa kosmosy, ale oba równie ciekawe, mówię wam. Jak wychodzę z takich spotkań, to mam mnóstwo energii. co jest dowodem na to, że ciekawi ludzie dają energię a słabi i głupi ją zabierają.
jak siedziałąm dziś przed tym Romuladem Lipko, co wysmażył tyle hitów, którego przebojów słuchałąm jako dziecko jeszcze, te Joli, te kalofyrer parzy te nie wierz nigdy kobiecie, to zadałąm sobie sprawę, jaki czas jest w sumie umowny i zdradliwy, bo tyle lat minęło od tych czasów a coś tam wciąz jeszcze trwa.
no.
ale to taka dygresja.
a teraz meritum, czyli obserwacja i wniosek.
otóż zauważyłam, ze rację miał jednak woody allen w kwestii miłości.
np. uważa się powszechnie, że na miłość trzeba se jakoś tam zasłużyć. i np. jak ktoś tylko smęci, nie radzi se, jest nijaki, ma kompleksy to wydaje mu się, że nie spotka ni chuja kogoś fajnego.
aleeee
kobiety sukcesu mają to samo. twierdzą, że są same, bo ich sukces faciów odstrasza a oni nie lubią być odbitym światłem.
a ja myślę, że to nie jest tak.
że takie coś fajne w życiu nie spotyka nas bo mamy rozmiar dupy xs albo xl, bo mamy cv na 50 stron czy na 2, bo zarabiamy ledwo na czynsz albo na apartament w hiszpanii. to jest naprawdę tak jak mówił allen, że to albo sie zdarza albo nie.
i jak ze wszystkim w zyciu, albo ma się szczęscie albo się go nie ma.
niby głupio tak zdawac się na los w tej kwestii kiedy człowiek dziś wierzy mocno w to, że tylko kontrola go zbawi.
ale mnie to daje jakąś tam pozytywna mysl, że nie ma co sie spinać, doprawdy. nie liczy się ilość przesmęconych dni czy nocy, pożarów w głowie, poczucia beznadziei i winy, poczucia zajebizmu itp. jeśli coś ma się zdarzyć, to się zdarzy, wierze w to bardzo, mimo że przestałam chodzic do kościoła.
chociaż kiedyś miałam taką fazę, niepowiem.
każde wstanie z łózka objawiało mi się na kształt cudu;]
ale minął czas i doszłam do wniosku, że jak cos zaobserwuję i dokonam tak zwanego uogołnienia, to wtedy ewentualnie. wpis zrobię.
chociaz tak nie do końca jest, że jest nudno. bo wczoraj robiłam wywiad z Paullą a dziś z Budką Suflera. Dwa kosmosy, ale oba równie ciekawe, mówię wam. Jak wychodzę z takich spotkań, to mam mnóstwo energii. co jest dowodem na to, że ciekawi ludzie dają energię a słabi i głupi ją zabierają.
jak siedziałąm dziś przed tym Romuladem Lipko, co wysmażył tyle hitów, którego przebojów słuchałąm jako dziecko jeszcze, te Joli, te kalofyrer parzy te nie wierz nigdy kobiecie, to zadałąm sobie sprawę, jaki czas jest w sumie umowny i zdradliwy, bo tyle lat minęło od tych czasów a coś tam wciąz jeszcze trwa.
no.
ale to taka dygresja.
a teraz meritum, czyli obserwacja i wniosek.
otóż zauważyłam, ze rację miał jednak woody allen w kwestii miłości.
np. uważa się powszechnie, że na miłość trzeba se jakoś tam zasłużyć. i np. jak ktoś tylko smęci, nie radzi se, jest nijaki, ma kompleksy to wydaje mu się, że nie spotka ni chuja kogoś fajnego.
aleeee
kobiety sukcesu mają to samo. twierdzą, że są same, bo ich sukces faciów odstrasza a oni nie lubią być odbitym światłem.
a ja myślę, że to nie jest tak.
że takie coś fajne w życiu nie spotyka nas bo mamy rozmiar dupy xs albo xl, bo mamy cv na 50 stron czy na 2, bo zarabiamy ledwo na czynsz albo na apartament w hiszpanii. to jest naprawdę tak jak mówił allen, że to albo sie zdarza albo nie.
i jak ze wszystkim w zyciu, albo ma się szczęscie albo się go nie ma.
niby głupio tak zdawac się na los w tej kwestii kiedy człowiek dziś wierzy mocno w to, że tylko kontrola go zbawi.
ale mnie to daje jakąś tam pozytywna mysl, że nie ma co sie spinać, doprawdy. nie liczy się ilość przesmęconych dni czy nocy, pożarów w głowie, poczucia beznadziei i winy, poczucia zajebizmu itp. jeśli coś ma się zdarzyć, to się zdarzy, wierze w to bardzo, mimo że przestałam chodzic do kościoła.
O ISTOCIE EGZYSTENCJI W SKRÓCIE
Komentarze
ejj
po pierwsze - Paulla to idiotka, przykro mi ;) za wywiad, choc to musi byc niezle przezycie (mam znajomych w pisemkach i dostarczaja mi plotek wszelakich, a ona teraz sie lansuje wiec jest jej wszedzie sporo)a po drugi - to bylas Ty, nie? tam na moscie, na fortach? Bo tak najpierw mialam zonk ze znam ze skad ze ktos i dopiero po chwili splynelo olsnienie. A moze i nie splynelo jesli to jednak nie Ty :)
wyjasnienia przyjete)))
nosowska klasamozdzer majster wielki co umie wszystko
chylinska nie ten wymiar
pustki niezla kapela
syks
ja nie jestem w tej pracy od oceniania. mnie się może cos podobać lub nie i mogę sobie płytę wziętą za darmo zatrzymac lub komuś oddać. nie o to chodzi. jak jest okazja na spotkanie to interesuje mnie droga kogoś do jakiegoś miejsca. a ponieważ wiem, że drogi bywają kręte, to doceniam każde dojście do celu, jaki sobie ktoś psotawił. jasniej nie umiem się wyrazić.a możdzer tak osobiście, wielki docen i wielka nuda dla mnie:)
chylińska, wielki docen i sympatia i wielki żen nowa płyta
nowy hey, klasa, klasa, klasa i wielka zazdrość:)
to tak mniej więcej
ok.
mnie gwiazdki nie interesuja zupelnie.raczej interesuje mnie, poza jazzem, 'praktyczny off' - tj. np. waglewski, nowak, groniec, kulka, mozdzer, pogodno, LStadt itp.
zreszta rzeczywiscie trojka jest czyms takim co niezle przesiewa ziarno od plew. rowniez w popie.
reszta mediow ogolnych daje sieczke, co w kontekscie 'ziarno-plewy' jest tym bardziej odpowiednim sformulowaniem..
ale kazdego zainteresowania sa jego zainteresowaniami
syks
nie będę odkrywcza. wszystko jest kwestią nastawienia i oczekiwań.odnosząc się do przywołanego przykładu we wpisie.
oczywiste jest, że twórca ponadczasowych hitów ma więcej do powiedzenia niż gwiazdka, ale gwiazdka zanim stała sie gwiazdką była właściwie nikim. więc to, że stała się w ogóle kimś tam dla mnie np ma znaczenie. ciekawi mnie jak do tego doszło. po prostu.
co nie zmienia tego
ze nie przypuszczam zeby mi co do powiedzenia mieli/za typ na googla dzieki)
jerr
alęsz się nie musisz mi tłumaczyć:) ja wiem jak to jest i takiego podejścia ci zazdraszczam, i każdemu kto takie ma, wierz mi.i nie ma bata, cos wymyślamy na picie.
syks, sa google to raz, dwa, jesli ktos dochodzi gdzieś tam, utrzymuje sie z tego, co jest jego pasja, to bez względu na nasz gust, nalezy mu się jakiś tam szaconek.
ja np też cenię dode, serio:)
ty! Jerr!
ty se jaj nie rob! ;//co to jest paulla przepraszam?;
nie wyobr sobie tez co szczeg ciekaw mialaby mi powiedziec sutka buflera..
metka
mnie to nie bierz sobie do serca - ja prostak jestem . prosto myślę, nie rozkładam na czynniki pierwsze, nie wchodze z impetem w głąb, nie roztrząsam...mówię od razu co myślę. ma być szybko i konkretnie. tak więc takie twoje rozkminy, jak by one były celne, do mnie nie trafią .nie ten poziom abstrakcji, nie ta wrażliwość.
więc ze mną to to winko ,co najwyżej, a rozprawki psychologiczne to z syksem alboco ...
;)
no widzisz syks
przeczytaj wypowiedź jerrego. widac jak na dłoni jak róznie ludzie/faceci tutaj postrzegają rzeczy. jego to martwi co pisze, ty uważasz, że jest rozsądne.i każdy swoje se tam wie, a gdzie prawda?:)
ja tez myślę, że czynię wysiłki porządkujące mi real, wi ęc ten.
oczw
jak bylo w motto u tru z 4ch scian jedn trzeba sie ruszycjesl chodzi o tw ostatn wynurzenia
to to ostatnie jakby -paradoksalnie) - najb rozsadne jestjesl chodzi o tw ostatn wynurzenia
to to ostatnie jakby -paradoksalnie) - najb rozsadne jestjerr
ja tam się z wawy nigdzie nie ruszam, ale spoko, możemy się nameirzyć:)ona, hmm
metka
u mnie będzie jak zwykle, czyli prosto, bez owijania - musimy kuźwa w końcu coś wypić bo Ci odwala .....muszę tylko zdobyć od Pierwszej promesę wybaczenia jak nawalony wrócę do domu, ale ani to nie pierwszy ani ostatni raz ....
Tak więc idź sobie w ten weekend na groby ( ma być ładnie ) a po weekendzie ustalamy kiedy, co i gdzie :)
a ja nie wierzę
"moje życie nie jest na tyle ciekawe, żeby wypisywać codziennie o tym wpisy na blogasku."- ale Twoje reakcje na to " nieciekawe" życie są wyjątkowe, poruszające i warte opisania , a przez nas - przeczytania. Pięknie budzisz. Dzięki!tez w to wierzę,
wczoraj o tym z kuleżanką rozmawiałam, i ona, że była do tej pory jak jutrzenka niewinna i najgorsze przyszło wtedy gdy sobie uświadomiła, że nie ma szans byc ani rózową panienka, ani że nie ma z nią szansy też.i ja wtedy powiedziałam, że ja wierzę w TO i już. a ona, czy mi sie lampa ostrzegawcza nie zapali wtedy.
No nie zapali, bo to będzie/jest/było TO.
Ta pewność której Tobie i wszystkim zyczę :)