[sekundę...] 
feed

wychodziłam

[24.10.09/11:50]
dotad z błędnego założenia moiściewy

takiego mianowicie, że nasze życie, jakkolwiek chujowo to brzmi oraz górnolotnie, to jest swoiste kontinuum, że ono się tak ciągnie, rozumiecie.
czyli jak coś się zacznie, to bedzie trwało w czasie, do końca naszego.

przeświadczenie, że tak jednak nie jest jest chyba oznaką wchodzenia w smugę cienia.

ale czy mając lat 20 albo nawet 30 jest się w stanie wiedzieć, że życie każdego z nas składa się z umierania?
każdego roku, jakiegoś okresu, od do, coś tam umiera, znika, przestaje być. są to rzeczy, ludzie, związki, okoliczności.

w młodości jest to niezauważalne, przechodzenie z jednego etapu w drugi odbywa się na maksymalnym spidzie hormonów.
potem zaczyna się coś w rodzaju odczuwania żalu za tym co minęło i tu zaczynają się schody i przykrości związane z nieakceptacją faktu, że rzeczom ludziom, zdarzeniom trzeba dawać odchodzić i umierać.
i kiedy przeżyje się żałobę naprawdę, a potem porzuci czerń, to można poczuć się wolnym i gotowym na nowe czasy i nowe od do.
ale nie. tkwi się ciągle w starych rzeczach, ludziach, rozkminach, zapachach, nawykach.

nie chodzi o to, żeby celowo co rok wymieniac np. przyjaciół czy mężów albo żony, zmieniać mieszkania i samochody, tylko, kiedy to się zdarzy, że trzeba zmienic, pogodzić się z tym jako z czyms co jest naturalne. nic nie żyje wiecznie.

i to jest bardzo bardzo trudno zrozumieć i zaakceptowac. bo cały czas udajemy, że nas umieranie nie dotyczy, że nam się uda, że nam nic nigdy nie umknie i nie zniknie a my sami będziemy w takim kształcie na wieki wieków amen.
gdy tymczasem nie.

ja w to święto zmarłych będę stawiać znicze nie zmarłym dziadkom. postawię je temu, co w moim dziejącym się chwała bogu jeszcze życiu umarło. bo chciałąbym zrobić miejsce na coś nowego a nie ciągle wystawać nad płytą nagrobną tego, co jest już historią. 

dodaj komentarz

Komentarze


piaget [30.10.09/13:13]

w tym roku

święto zmarłych będzie inne niż wszystkie, choć z innego powodu niż Twój...

bardzo lubię początki
i choć mnie też już dopada nostalgia i świadomość przemijania, bo jakaś poważna granica już za mną, to wciąż mam ochotę na nowe. ale to też nie jest dobre, bo jednak przejawiam tendencję do zbyt szybkiego zostawiania spraw, bez podjęcia walki, przynajmniej tam, gdzie nie widzę wygranej - a to bywa złudne.
goya [25.10.09/10:46]

a wiec

i ja postawie swieczke -za siebie i ciebie.........
amen
met [24.10.09/19:45]

hist

jesteś specjalistką od zadawania trudnych pytań:)
no coś w tym jest, w tych słowach, które mnie od lat przesladują. ale ostatecznie u wielu ludzi miłość przeradza się w coś innego fajnego, też wartościowego.
więc nie panikuj.
ale sama przyznasz, że jak się coś zyska, to nie ma opcji, zawsze w jakiś sposób zalicza się potem utratę tego. szczęsciarzami są ci, ktorzy zaliczają inne stadia. nie musza od razu chodzić w żałobie.

Michaela, no zwrócenie uwagi na przemijanie, to dopiero zaczątek. potem jest zobaczenie, że coś umiera. potem pogodzenie się z tym. niby krótki opis a ile lat czase za tym soti i ile udręk.

chochla, kurde, kiedyś to była moja ukochana ksiązka. cytat po prostu na miejscu:)
hist [24.10.09/17:59]

ale że co, że

nic nie może przecież wiecznie trwać? Co zesłał los trzeba będzie stracić? Za miłość też przyjdzie kiedyś nam zapłacić?
:/
Michaela w rozterkach [24.10.09/15:46]

met

tym co napisałaś wpisałaś mi się w moje ostatnimi czasy "naloty" czarnych myśli. Czarnych, bo uświadomiłam sobie, że czas płynie zbyt szybko, że właśnie coś tam dawno już za mną, że tego i tamtego to ja już nie zrobię, bo...bo nie wypada, bo no nie ten czas jest i już. Jasne, że ograniczenia to my sami sobie właściwie stawiamy, ale jakoś tak odwagi z wiekiem brak, przynajmniej mi. Chociaż z drugiej strony dziś robię coś zupełnie innego niż kiedyś, wtedy nie miałam na to odwagi, dziś mam. Wczoraj uwiadomiłam sobie, przy pewnym takim sobie wydarzeniu, że normalnie jestem stara. Czemu stara? Bo cholera nie mam dwudziestu pięciu lat i bardzo, bardzo tego żałuję. Nie ważne czemu. I tak sobie myślę, że z pewnymi nazwijmy to rzeczami czas się pożegnać. Tylko to takie strasznie trudne. Chciałabym otworzyć nowy rozdział. Uchyliłam na razie wąziutko drzwi, ale co dalej? Może faktycznie trzeba powiedzieć koniec i ponieść się temu co tam puka i puka coraz głośniej? Tylko jak, jak to zrobić? Skąd odwagi zaczerpnąć? Kiedyś wszystko było takie proste, oczywiste, a teraz… No i polecę takim strasznym banałem: przecież życie ma się jedno. I czy to jest odpowiedź na wszelkie wątpliwości? Chyba zboczyłam z tematu:), ale co tam, tak mnie znowu naszło.
chochla [24.10.09/15:12]

u Kurta Vonneguta

w książce "Kocia kołyska" jeden z bohaterów w rubryce "Zawód" wpisał: "Życie", w rubryce "Obecne zajęcie" - wpisał: "Umieranie".

W sumie to nigdy nie pomyślałam o tym, żeby w święto zmarłych podumać o tym, co w moim życiu zdechło i zrobić ciach. Dzięki za podpowiedź :) i do przodu!
sykstus [24.10.09/13:20]

czas najwyzsz

wszak